main

Gulasz z Pusia

Gulasz z Pusia #94

Sierpień 11, 2016 — by Pusiek2

gulaszzpusia94.jpg

Chyba muszę ustawić sobie alert w telefonie. Bo inaczej zwyczajnie zapominam pisać Gulaszy i potem rodzą się takie potworki ja dzisiejsza notka. W każdym razie, trzymajcie się dzielnie. Numer #100 już nie daleko i obiecuję, że wynagrodzę Wam wszystkie niedogodności. Tak więc słuchawki na uszy (ja jak to pisałam to słuchałam „LailaBlue System – znajdźcie coś bardziej obciachowego co nie jest disco polo!) i lecimy z tym koksem! A co w dzisiejszym odcinku? Jestę Batmanę i jestę nudne, duże ilości horrorów na raz, animacje dla dorosłych przy których czuję second hand embarassement i te dla dzieci , które sprawiają że znowu mam dziewięć lat i kocham się w rysunkowych facetach, a na deser film przy którym zastanawiam się czy Chris Pine na starość bardziej upodabnia się do  Kena od Barbie czy do rozmiękłego herbatnika. Smacznego!

Kosmate MyśliRecenzja

Spokojnie, jesteś (nie) normalny!

Lipiec 21, 2016 — by Pusiek3

batman1.jpg

Zwykle nie lubię stosowania wielkich słów w kontekście popkultury. Ważny, kultowy, przełomowy i czego tam jeszcze recenzenci nie wymyślą. Wydają mi się puste, nadmuchane do granic przyzwoitości i wbrew pozorom całkowicie pozbawione znaczenia. No bo na litość boską, ważny to może być egzamin na studiach, rozmowa o pracę, albo odebranie dziecka z przedszkola. Popkultura to popkultura. Jasne, że może nam sprawić przyjemność, zapewnić jakąś tam chwilę rozrywki czy nawet totalnie zapchać nam mózg perypetiami jakichś zmyślonych postaci (z tego miejsca pozdrawiam wszystkich autorów fan fiction i fan artów), ale ostatecznie przecież i tak to nic naprawdę istotnego, prawda? Ot, jakiś tam przyjemny dodatek do życia, między rachunkami, a sprzątaniem…

Gulasz z Pusia

Gulasz z Pusia #93

Lipiec 10, 2016 — by Pusiek4

gulaszzpusia93.jpg

Jeśli zastanawialiście się, gdzie się podziałam, to śpieszę donieść że zgniotło mnie tzw. „życie”. Nadepnęło swoją wielką stopą, a potem jeszcze parę razy przekręciło z obrzydzeniem nogę w kostce. Z tego wszystkiego zapomniałam, że gdzieś po drodze blog obchodził swoje urodziny (czwarte!), a że chwilowo mogę się poszczycić IQ rozwielitki (choć teraz chyba obrażam całkiem sympatyczne żyjątka) to i tematów na notkę nie mam innych niż stary dobry Gulasz. A w nim jak zwykle kilka premier kinowych (w tym jedna z gatunku „nie ogarniam tej kuwety”), jedna animacja, która mnie zachwyciła i całkiem sporo gier, przy których nie tylko ja klnę jak szewc. Do tego seriale i zapomniane ostatnio komiksy. Oj będzie się działo! Smacznego!

Kosmate Myśli

Nie oddamy naszych kiecek!

Maj 29, 2016 — by Pusiek14

kiecki1.jpg

Istnieje pewna szkoła, według której długą i wyczerpującą notkę dobrze zacząć od anegdotki. Niech tak będzie, zwłaszcza że akurat ta anegdotka dosyć dobrze koresponduje z dzisiejszym tematem. Tak więc… chodzę w dwóch różnych butach. To znaczy nie w tak całkowicie różnych, to po prostu jeden model zapinanych na rzepy Adidasów, w tym samym numerze z tym że prawy jest różowy, a lewy niebieski lub na odwrót, zależy jak najdzie mnie ochota. Bo widzicie kupiłam dwie pary identycznych butów, opatrzonych tym samym numerem katalogowym i o tym samym kroju, a jedynie różniących się tak mało istotnym szczegółem jakim jest kolor. I od tego momentu nie ma tygodnia, by jakaś zupełnie obca osoba mnie nie zaczepiła i nie uznała za stosowne skomentować mojego obuwia. Jeśli to nie jest ostateczny dowód na to jak koszmarnie zafiksowane na punkcie tego jak powinno się wyglądać jest nasze społeczeństwo, to już nie wiem co nim jest.

Gulasz z Pusia

Gulasz z Pusia #92

Maj 18, 2016 — by Pusiek5

gulaszzpusia92.jpg

Brawo ja. Oczywiście, że jak zwykle pokonała mnie kombinacja lenistwa i tak zwanego „życia” i teraz zarzucam Was notką o długości anakondy. Mówi się trudno. Zwłaszcza, że Gulasz z Pusia to zawsze był bezsensowny strumień myśli/poszatkowana grafomania/zapychacz (niepotrzebne skreślić). A co w dzisiejszym odcinku? Chore ilości filmów na raz, plus filmy chore z natury. Trzy gry, które mnie specjalnie nie porwały, ale przynajmniej dostarczyły achievementów i jeden z dwóch seriali, które regularnie oglądam (to dopiero bohaterstwo z mojej strony!). Wyjątkowo nie ma komiksów, bo wierzcie mi i tak w połowie tej notki porzucicie wszelką nadzieję, że ona jeszcze kiedykolwiek się skończy. Trzymajcie się cieplutko, nie zgubcie po drodze i jeślibyśmy się już więcej nie spotkali, to pamiętajcie, że po pierwsze ostrzegałam, a po drugie, że przepraszam. Ten typ tak ma ;)

Kosmate Myśli

Wonder Woman a sprawa babska

Maj 6, 2016 — by Pusiek13

wonderwoman1.jpg

Jakiś czas temu, walcząc z ogromnymi wątpliwościami, przeczytałam komiks „Wonder Woman: Earth One”. Bo tak jak lubię całą tę linię wydawniczą, tak naprawdę nie pasuje mi pisarstwo Granta Morrisona (tak, „All-Star Superman” też nie lubię), a atakujące ze wszystkich stron recenzje wypunktowujące kontrowersyjne momenty publikacji nie nastrajały mnie optymizmem. Zaryzykowałam, przeczytałam, pocieszając się że nawet jeśli będzie bardzo źle to zostaną mi jeszcze prześlicznej rysunki Yannicka Paquette. I wiecie co? To nie jest idealny komiks (głównie brakuje mu jakiejś jednej, konkretnej linii fabularnej której mógłby się od początku do końca trzymać), ale nie jest to na pewno „totalna katastrofa i zaprzeczenie idei Wonder Woman” (cytat). Ale odkładając na bok, moje trochę zaskakujące uznanie dla scenariusz Morrisona – czym jest ta tajemnicza „idea Wonder Woman”? Dlaczego jest tak ważna i czy na pewno była obecna w komiksie od samego początku? Wreszcie jaki komiks z Cudowną Kobietą jest prawdziwą katastrofą? Nie dajcie sobie wmówić. Sprawa Wonder Woman, to zawsze jest sprawa babska.

Recenzja

Quantum Break – recenzja

Kwiecień 20, 2016 — by Pusiek2

quantum1.jpg

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że czekałam na tę grę. Bo też nigdy nie udało jej się przyciągnąć mojej uwagi i nawet moja wielka i niesłabnąca sympatia do Sama Lake’a i studia Remedy nie sprawiła, że wykrzesałam z siebie chociaż nutkę entuzjazmu. Właściwie od samego początku zakładałam, że Quantum Break kupię tylko dlatego, że jest exclusivem na moją ulubioną, przegrywającą generację platformę. Szczerze mówiąc byłam do tego stopnia niezainteresowana tytułem, że w momencie gdy ogłoszono jego wydanie na PC ucieszyłam się, że zdjęto ze mnie obowiązek kupna gry powodowanego najczystszej postaci fanbojstwem. Ostatecznie jednak przekonały mnie pozytywne recenzje, niespodziewany zastrzyk gotówki i pusty kalendarz. I chociaż nie czuję się jednoznacznie zawiedziona ani nie mam poczucia straty pieniędzy czy czasu to jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że od samego początku miałam dobre przeczucie.