main

Gulasz z Pusia

Gulasz z Pusia #92

Maj 18, 2016 — by Pusiek5

gulaszzpusia92.jpg

Brawo ja. Oczywiście, że jak zwykle pokonała mnie kombinacja lenistwa i tak zwanego „życia” i teraz zarzucam Was notką o długości anakondy. Mówi się trudno. Zwłaszcza, że Gulasz z Pusia to zawsze był bezsensowny strumień myśli/poszatkowana grafomania/zapychacz (niepotrzebne skreślić). A co w dzisiejszym odcinku? Chore ilości filmów na raz, plus filmy chore z natury. Trzy gry, które mnie specjalnie nie porwały, ale przynajmniej dostarczyły achievementów i jeden z dwóch seriali, które regularnie oglądam (to dopiero bohaterstwo z mojej strony!). Wyjątkowo nie ma komiksów, bo wierzcie mi i tak w połowie tej notki porzucicie wszelką nadzieję, że ona jeszcze kiedykolwiek się skończy. Trzymajcie się cieplutko, nie zgubcie po drodze i jeślibyśmy się już więcej nie spotkali, to pamiętajcie, że po pierwsze ostrzegałam, a po drugie, że przepraszam. Ten typ tak ma ;)

Kosmate Myśli

Wonder Woman a sprawa babska

Maj 6, 2016 — by Pusiek9

wonderwoman1.jpg

Jakiś czas temu, walcząc z ogromnymi wątpliwościami, przeczytałam komiks „Wonder Woman: Earth One”. Bo tak jak lubię całą tę linię wydawniczą, tak naprawdę nie pasuje mi pisarstwo Granta Morrisona (tak, „All-Star Superman” też nie lubię), a atakujące ze wszystkich stron recenzje wypunktowujące kontrowersyjne momenty publikacji nie nastrajały mnie optymizmem. Zaryzykowałam, przeczytałam, pocieszając się że nawet jeśli będzie bardzo źle to zostaną mi jeszcze prześlicznej rysunki Yannicka Paquette. I wiecie co? To nie jest idealny komiks (głównie brakuje mu jakiejś jednej, konkretnej linii fabularnej której mógłby się od początku do końca trzymać), ale nie jest to na pewno „totalna katastrofa i zaprzeczenie idei Wonder Woman” (cytat). Ale odkładając na bok, moje trochę zaskakujące uznanie dla scenariusz Morrisona – czym jest ta tajemnicza „idea Wonder Woman”? Dlaczego jest tak ważna i czy na pewno była obecna w komiksie od samego początku? Wreszcie jaki komiks z Cudowną Kobietą jest prawdziwą katastrofą? Nie dajcie sobie wmówić. Sprawa Wonder Woman, to zawsze jest sprawa babska.

Recenzja

Quantum Break – recenzja

Kwiecień 20, 2016 — by Pusiek2

quantum1.jpg

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że czekałam na tę grę. Bo też nigdy nie udało jej się przyciągnąć mojej uwagi i nawet moja wielka i niesłabnąca sympatia do Sama Lake’a i studia Remedy nie sprawiła, że wykrzesałam z siebie chociaż nutkę entuzjazmu. Właściwie od samego początku zakładałam, że Quantum Break kupię tylko dlatego, że jest exclusivem na moją ulubioną, przegrywającą generację platformę. Szczerze mówiąc byłam do tego stopnia niezainteresowana tytułem, że w momencie gdy ogłoszono jego wydanie na PC ucieszyłam się, że zdjęto ze mnie obowiązek kupna gry powodowanego najczystszej postaci fanbojstwem. Ostatecznie jednak przekonały mnie pozytywne recenzje, niespodziewany zastrzyk gotówki i pusty kalendarz. I chociaż nie czuję się jednoznacznie zawiedziona ani nie mam poczucia straty pieniędzy czy czasu to jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że od samego początku miałam dobre przeczucie.

Gulasz z Pusia

Gulasz z Pusia #91

Kwiecień 16, 2016 — by Pusiek8

gulaszzpusia91.jpg

Cinema City Unlimited sprawiło, że częściej chodzę do kina. Co niezbyt przełożyło się na ilość recenzji na tym blogu, jak zresztą możecie zauważyć. Ale YOLO, bywa i tak. Grunt, że idę na rekord i w podsumowaniu roku 2016 naprawdę będę miała z czego wybierać. I że mogę z pełną premedytacją oszukiwać sama siebie i stwierdzać, że przecież nie mam czasu iść pobiegać, bo muszę iść do kina. A co w dzisiejszym odcinku? Gra wyzwalająca we mnie nowe pokłady słowotwórstwa, dowód że jednak żyjemy w Generacji Remasterów, słabe horrory, słabe filmy od DC i film tak durny, że aż świetnie się na nim bawiłam. Do tego garść uwag o drugim sezonie Daredevila, który oglądam w tempie przesuwającego się lodowca i oczywiście komiksy. Aha! Miejcie na uwadze, że pisałam ten wpis z dwudniową migreną. To tak na wypadek jakby było głupiej niż zwykle.

Kosmate Myśli

O tym jak zepsułam sobie filmy akcji

Kwiecień 9, 2016 — by Pusiek22

filmyakcji1.jpg

Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale czasem gdy widzę to co Hollywood robi z niektórymi rzeczami na temat których mam nieszczęście się znać, to ogarnia mnie pusty śmiech. I tak rechoczę za każdym razem gdy jakiś aktor jadąc konno skacze po siodle jak worek ziemniaków, albo gdy ekranowi informatycy przerzucają się bez ładu i składu technicznym żargonem, a każde kolejne zdanie przeczy poprzedniemu. I do pewnego momentu ta kolorowa, filmowa fantazja była nawet śmieszna, ot bzdurka zapewniająca masaż przepony i pełne uznania spojrzenia współoglądających gdy jednym tchem wymieniam co w danej produkcji poszło totalnie nie tak. Do momentu gdy zaczęłam trenować kickboxing i odkryłam, że nikt w filmach akcji nie potrafi walczyć. A ponieważ nie mam zamiaru cierpieć w samotności, pozwólcie, że i Wam zepsuję filmy akcji.

Recenzja

Monstress – święty Graal feministek?

Marzec 24, 2016 — by Pusiek3

monstress1.jpg

Kiedy ponad rok temu podczas Image Expo zapowiedziano komiks Monstress, byłam więcej niż zaintrygowana. Historia młodej dziewczyny powiązanej z tytułowymi potworami, a wszystko to osadzone w alternatywnej rzeczywistości początków XX w. i ubrane w przepiękne rysunki Sany Takedy to coś, co w końcu Puśki lubią najbardziej. Jednocześnie do całości podchodziłam z pewną nieśmiałością, zwłaszcza że Image przyzwyczaiło mnie do swoich fantastycznych zapowiedzi, z których ostatecznie wychodziły historie mniej niż średnie (Lazarus, The Wicked + The Divine). Nie inaczej sprawa ma się z Monstress, które ostatecznie okazało się komiksem nieskończenie innym od tego co sugerowano. I Bogu niech będą dzięki.

Gulasz z Pusia

Gulasz z Pusia #90

Marzec 18, 2016 — by Pusiek9

gulaszzpusia90.jpg

Wow! Już niedługo doczłapię do setnego odcinka Gulaszu! Znając mnie, będzie to pewnie koło października, ale co tam. Zwłaszcza, że zauważyłam że ostatnio zdecydowanie więcej czasu spędzam w kinie niż na domowym oglądaniu. Wrocławskie Cinema City ma swoje wady, ale jedną z nich na pewno nie jest usługa Unlimited. No może z małym wyjątkiem, że ląduję przez nią w kinie na jakiś randomowych produkcjach, bo przecież są „za darmo”. I nie zrozumcie mnie źle, ja od zawsze oglądałam całkiem sporo barachła. Zazwyczaj jednak nie robiłam tego na trzeźwo, a jakoś tak mi głupio wparadować na salę kinową z połówką pod pachą. Chociaż podobno wszystko jest dla ludzi. A co w dzisiejszym odcinku? Dalej nie rozumiem Coehnów i jeden wyjątek tego nie zmieni, film z Fassbenderem na którym zasnęłam, pożar Londynu (pozdro dla kumatych!) i film na którym ostro zaniżałam średnią wieku (co zazwyczaj jest dla mnie dość dziwnym i nowym doświadczeniem). Smacznego!